DIY vs. konsumpcjonizm - M kreuje - www.mkreuje.pl

DIY vs. konsumpcjonizm

Zrobić coś samemu i mieć wpływ na to, co powstanie czy kupić gotowe rozwiązanie i zaoszczędzić czas? 

DIY vs. konsumpcjonizm

Bądźmy szczerzy od samego początku, DIY (Do It Yourself czyli nasze polskie zrób to sam) to nie tylko wykonanie czegoś własnoręcznie od podstaw. Remont mieszkania, wyhodowanie sadzonek kwiatów na wiosnę, zrobienie kartki urodzinowej dla przyjaciela, upieczenie ciasta do niedzielnej kawy, stworzenie peelingu do ciała, uszycie poszewek na poduszki… to wszystko jest do kupienia. Można skorzystać z internetowej porównywarki cen, przeczytać recenzje klientów i wybrać najlepszą z możliwych opcji, którą oferuje nam współczesny rynek. Można, ale czy oby na pewno trzeba iść na skróty?

DIY sposobem na życie

Jestem przekonana, że jeśli tylko decydujesz się wykonać coś samemu to Twoje zachowanie jest odzwierciedleniem indywidualnego podejścia do życia. Ten szerzej pojęty lifestyle bywa emanacją stosunku do ekonomii, dbałości o przyrodę, o własne zdrowie, do posiadanych przedmiotów oraz jest sposobem na spędzanie wolnego czasu.

Obejrzenie tutoriali, pogłębienie wiedzy na dany temat czy kontakt z osobami, które mają w tym doświadczenie to Twoja włożona energia, poświęcony czas i często zaangażowanie kogoś bliskiego do pomocy podczas realizacji celu, który sobie wyznaczyłeś. Czy zastanawiałeś się dlaczego to robisz?

Potrzeba matką rękodzieła

Moją osobistą siłą napędową do tworzenia czegoś własnoręcznie jest najczęściej proste przekonanie, że potrafię to zrobić! Wiara we własne możliwości to, coś czego uczę się każdego dnia. Nawet jeśli powstały twór nie jest idealny, jest mój, prosto z pasji a nie sztuczny z Chin. Lubię mieć poczucie wpływu. Robiąc kartkę okolicznościową sama decyduję o tym co w finale powstanie, mogę spersonalizować podarunek tak by przypadł do gustu obdarowywanej osobie. Jeśli jednak decyduję się na takowy zakup w znanej sieciówce a) nie zawsze znajduję to czego chce, b) nie podoba mi się to, c) marnuję czas na poszukiwania czegoś, co być może jeszcze nie zostało w ogóle wyprodukowane, d) narażam się na to, że ktoś kupi dokładnie to samo co ja.

I być może teraz myślisz – Co ona wygaduje? Przecież robi zakupy w tych samych sklepach co inni, napędza rynek kupując niepotrzebne rzeczy, przecież każdy to robi! Taki jest świat, możemy więc kupujemy, po coś zarabiamy…

Ok. być może masz rację, ale zjawisko jakie obserwujemy, tu: ślepy konsumpcjonizm to coś przeciwko czemu wewnętrznie się buntuję.

Jestem wybrednym konsumentem

W czasach szerokiego dostępu do różnego rodzaju dóbr materialnych możemy spotkać się z zarówno z perłami, jak i bublami. Jeśli każdego dnia walczymy z czasem, istnieje prawdopodobieństwo, że w tym szaleństwie dokonamy błędnego wyboru. Czas powiedzieć STOP i przyjrzeć się swoim wydatkom. Zwłaszcza podczas wyprzedaży (bo przecież jest okazja) i szczególnie przy użyciu karty kredytowej (bo trudniej to kontrolować). Może się okazać, że wydane w taki sposób kilkaset złotych – tak po prostu – gdzieś uleciało, a mogło być przecież spożytkowane na rozwój swoich umiejętności (tak, Ty też potrafisz zrobić coś samemu!). Kurs szycia, lekcje rysunku, warsztat z robienia wianków czy użycia młotka. Jest tak wiele możliwości nie chodzenia na skróty :-) Uważam, że poświęcony czas i pieniądze wydane na własny rozwój to najlepsza inwestycja jaką możemy dokonać. Bo liczy się jakość a nie ilość.

Minimalizm, slowlife i DIY

Odpowiadając w ostatnim wpisie – czym jest kreatywne życie? oznajmiłam, iż prawem wyboru. I tak swego czasu wybrałam rytm swojej codzienności. Kupuję tylko tyle ile potrzebuję. Nie biegnę bo spaceruję. Nie idę na skróty bo uwielbiam obserwację. Delektuję się procesem w którym uczestniczę. Bo tu i teraz jest dobrze. Walkę DIY vs. konsumpcjonizm uważam za nierówną. Wybieram rękodzieło jako ukłon w stronę rzemieślniczej tradycji i wierze we własne umiejętności. Satysfakcja, która rodzi się podczas aktu tworzenia to najlepsza nagroda jaką może otrzymać artysta :-)